poniedziałek, 11 marca 2013

Epizod VII



Wbiegłam do klatki i pobiegłam schodami na drugie piętro. Zadzwoniłam dzwonkiem, ale nikt nie otwierał. Nie wiedziałam co mam zrobić. Usiadłam na schodach i wyjęłam z torby telefon. Odnalazłam w spisie kontaktów numer siostry, a następnie przyłożyłam palec do ekranu, na którym był przycisk Połącz. Sygnały mijały jeden za drugim, ale nikt nie odbierał. Byłam bezradna. Wrzuciłam telefon do torby. Spostrzegłam, że mam na sobie bluzę. Poczułam zapach jego perfum. Włożyłam dłonie do kieszonek i poczułam jakieś papierki. Wyjęłam je. Była to karteczka a na niej "Czekam na telefon ***-***-*** Piotrek ;*'' . Uśmiechnęłam się sama do siebie. Znów wzięłam telefon do ręki i wpisałam numer. Nacisnęłam Połącz. Długo nie musiałam czekać. Odebrał po dwóch sygnałach. Odezwałam się pierwsza. 
-Cześć.
-Już myślałem, że nie znajdziesz karteczki -mówił to tak, jakby mu ulżyło. 
-Znalazłam. Nie było tak trudno. A właśnie, muszę oddać Ci bluzę. Postaram zrobić to jak najszybciej.
-Możesz sobie zatrzymać. Ale jeśli nalegasz na spotkanie ze mną to mogę wpaść za kilka minut do ciebie.
-Ale przecież przed chwilą się widzieliśmy, a ty pewnie jesteś zmęczony- powiedziałam tak , ale bardzo chciałam się z nim spotkać.
-Z tobą mogę spotkać się w każdej chwili- mówił to tak jakby zależało mu na mnie.
-No jeśli chcesz to możemy znów iść na jakiś spacer. Co ty na to? - zapytałam, ale i tak znałam odpowiedz.
-Super. Za 10 minut jestem u ciebie pod klatką. Do zobaczenia.
Rozłączył się, a ja dalej trzymałam telefon obok ucha. Siedziałam na tych schodach uśmiechając się sama do siebie jakieś 5 minut. W końcu zebrałam się i zeszłam na dół. Usiadłam na ławce przed klatką i wyjęłam z torby aparat. Zaczęłam przeglądać zdjęcia z dzisiejszego dnia. Słońce już dawno zaszła, a mi było bardzo zimno. Czekałam już ponad 10 minut. Już chciałam się zbierać i iść do bloku, gdy nagle ktoś zasłonił mi oczy. Przestraszyłam się, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Od razu przypomniał mi się Patryk. Postać odsłoniła mi oczy. To był Piotrek, no a któż inny. Przecież to na niego czekałam. Ucieszyłam się, że znów go widzę.
-Wiesz jak się wystraszyłam. Nie rób tak więcej. - zaczęłam krzyczeć na niego.
-Spokojnie Madziu. Mnie się wystraszyłaś.
-Myślałam, że to ktoś inny, ale to długa historia. Może kiedyś ci opowiem- powiedziałam patrząc mu w oczy.
Zdjęłam z siebie bluzę i dałam mu ją, a on wykonał ten sam ruch w moją stronę, tylko nakrywając nią mnie z powrotem. 
-To co idziemy do tego parku- zapytał łapiąc mnie za rękę.
-Pewnie. Ale ty nie powinieneś być już w ośrodku. Jest już po 22? - zapytałam, ale dopiero później uświadomiłam sobie, że to było głupie pytanie. 
-Powinienem, ale wolę być z tobą- odpowiedział szybko.
-Acha.
Szliśmy przed siebie. Piotrek wyjął z mojej torby lustrzankę i zaczął bawić się w Marcina Tyszkę. Nie bardzo mi się to podobało. 
-Piotrek, czy mógłbyś przestać. Nie lubię jak ktoś mi robi zdjęcia.
-No przestań. A co będę miał z tego jak przestanę? -zapytał uśmiechając się podstępnie.
-A co chcesz?
-No nie wiem. A co możesz mi zaproponować? - jeszcze bardziej się uśmiechnął, tym razem ukazując rząd białych zębów.
-Buziaka. Ale w policzek. Nic więcej - powiedziałam szybko, bo tylko to przyszło mi tak szybko do głowy.
-Tylko w policzek. No ale niech będzie. Lepszy rydz niż nic.
Oddał aparat i otrzymał swoją zapłatę. Podstępny. Szliśmy przed siebie śmiejąc się nie wiadomo z czego. Piotrek wyjął telefon ze swojej kieszeni i włączył piosenkę. Rozległy się słowa ''Mówię ci Hello,a potem Goodby, na wszystko jest czas". Zaczęliśmy śpiewać, chociaż nie można było tego nazwać śpiewem. Ja za bardzo nie byłam obdarzona talentem wokalnym, a Piotrek... może nie będę się wypowiadała. Przechodnie spoglądali na nas, ale nie dziwię się im.
-A tak w ogóle , to gdzie mieszkasz? -zaczęłam rozmowę.
-Teraz w Spale, ale to tylko w trakcie treningów reprezentacyjnych, a tak to mam mieszkanie w Rzeszowie bo tam mam klub. A ty jak się tu znalazł
aś?
-Tata załatwił Karolinie praktyki u doktora Maronia. Ja właśnie zaczynam studia, więc żeby nie zostawiać siostry samej postanowiłam rozpocząć je tu w Katowicach- opowiedziałam mu moją jakże urzekającą historię.
-No to nawet ciekawie się zaczęła twoja przygoda. Poznałaś mnie, zaczynasz studia no proszę -powiedział u uśmiechnął się.
-No nawet nawet. A wiesz, że ja kiedyś grałam w siatkówkę. Jak mieszkałam 16 lat grała w klubie i miałam poważną kontuzję stawu skokowego. Musiałam zrezygnować na jakiś czas. Później klub się rozpadł i grałam tylko rekreacyjnie.
-No to kiedyś musisz zagrać z nami. Pogadam z trenerem i coś się załatwi.
-Nie żartuj sobie. Ja nie mogę się równać z wami.
-Spokojnie. A ty wiesz, że my za tydzień jedziemy na mecz?- zapytał a jego mina posmutniała.
-Tak wiem. Zostanę tu sama. Zabierzecie mi siostrę- i teatralnie odegrałam ocieranie łzy z policzka.
-Będzie dobrze. Będziesz miała trochę zajęć więc nie będziesz się nudziła. Nawet nie będziesz wiedziała kiedy minie ten tydzień.
 -Ciekawe jakie. Nikogo tu nie znam. Wiesz co miło się siedzi, ale chyba powinniśmy się zbierać, bo jest już po 23.
-No też tak myślę, że możemy się zbierać.
-Może Paweł i Karolina już wrócili. W przeciwnym razie będę musiała spać na schodach.
-Na pewno nie będziesz spała na schodach. Nie pozwolę ci na to.
Szliśmy jakiąś godzinę i zaczęły boleć mnie stopy. Piotrek wziął mnie na barana.
-I jak wygodnie ci? - zapytał.
-I to jak. A tobie?
-Nie mam na co narzekać. Mogłabyś trochę przytyć.
Trochę się zdenerwowałam. Przez dłuższy czas chorowałam na anoreksję. Nie chciałam mówić o tym Piotrkowi, ale zauważył mój wyraz twarzy jak powiedział o tym, że jestem za chuda.
-Magda, wszystko dobrze? - zapytał zmartwiony.
-Tak, tak.
Nie rozmawialiśmy ze sobą do końca podróży. O ile można to było nazwać podróżą. Niósł mnie dalej, aż w końcu doszliśmy do miejsca, które w żadnym stopniu nie przypomniało mojego bloku. To w ogóle nie przypomniało bloku. To był....
~*~
Mam nadzieję, że się podobało. Przepraszam, że tak późno ale jestem chora i nie bardzo mogę siedzieć przy komputerze. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.Proszę o szczere komentarze.

Pozdrawiam :*

środa, 6 marca 2013

Epizod VI



Zdjęcia, raczej na którym jestem ja i Zuza. Łzy napłynęły mi do oczu. Bardzo za nią tęskniłam. Ona leżała w szpitalu, a ja nic nie mogłam zrobić. Jeszcze chwilę posiedziałam i wyłączyłam laptopa. Odstawiłam go na szawkę i położyłam się na łóżku. Zaczęłam rozmyślać co mogłam zrobić inaczej. Nie wiedząc kiedy moje powieki zamknęły się i zasnęłam.
                                      ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
O 10 zadzwonił budzik. W Spale miałyśmy być o 13. Wzięłam szybki prysznic. Nałożyłam lekki makijaż, a włosy wyprostowałam i nie związywałam ich. Za oknem świeciło słońce. Założyłam na siebie krótką, przewiewną, kwiecistą sukienkę, a na nogi balerinki. Spakowałam torebkę do której wrzuciłam telefon, portfel i lustrzankę. Sama nie wiedziałam po co ją biorę. Poszłam do kuchni w celu zjedzenia pożywnego śniadania. Na zegarku była 12:15. Szybko zjadłam posiłek zrobiony przez siostrę i o 12:40 wyszłyśmy z domu. Słońce bardzo grzało. Szłyśmy przed siebie. Ja rozmyślałam nad tym co mam powiedzieć Piotrkowi. Siostra w drodze opowiedziała mi trochę jak to jest pracować z siatkarzami bo do tej pory nie miałyśmy okazji o tym porozmawiać. PO 10 minutach byłyśmy już pod ośrodkiem. Karolina kazała udać mi się na trybuny, sama ruszyła do przejścia dla personelu. Gdy przeszłam przed drzwi oddzielające halę od korytarza moim oczom ukazało się boisko. Na trybunach było zupełnie ciemno. To może i lepiej bo mnie nie zauważą. Zajęłam sobie miejsce i czekałam na siatkarzy. Po upływie około 5 minut na boisku zaczęli pokazywać się wysocy mężczyźni. Tuż za nimi weszła Karolina razem ze sztabem. Wyglądała przy nich jak karzełek. Odnalazła mnie w ciemności i zaczęła do mnie machać. Siatkarze patrzyli na to co robi. Chyba dostrzegli mnie bo teraz ich oczy były zwrócone na mnie. Peszyło mnie to.  Widziałam jak Piotrek mówił coś swoim kolegom spoglądając na mnie i śmiejąc się. W końcu trener Anastasi wyswobodził mnie z ich wzroku. Zagonił ich do treningu, który trwał ponad 3 godziny. Karolina na wiele się nie przydała. Tylko raz interweniowała do Zbyszka Bartmana, którego złapał skurcz. Wyglądało to bardzo komicznie, bo skakał jak pingwin i krzyczał, że go boli. Gdy siatkarze udali się do szatni, siostra podeszła do mnie.
-Młoda, chyba spodobałaś się Nowakowskiemu. Cały czas na ciebie patrzył.
-Chyba ci się zdawał. Zbieraj się. Czekam na ciebie przy wyjściu.
Wyszłam z trybun i udałam się w kierunku automatów. Kupiłam sobie kawę i usiadłam na krzesełkach przy drzwiach wyjściowych. Ciszę przerwały nagle krzyki.
-Pit biegnij może jeszcze ją złapiesz.
Zza rogu wybiegł zdyszany Piotrek. Na mój widok uśmiechnął się i zaczerwienił.
-Cześć. Co ty tu robisz? – zapytał.
-Cześć. Przyszłam z siostrą. Chciałam cię przeprosić za tę kawę. Naprawdę nie chciałam.
-Ale ja już ci mówiłem, że się nie gniewam. Ale jeśli tak bardzo nalegasz na przeprosiny to musisz dać zaprosić się na kawę?
-Hehe. No niech będzie.
-To co park? – zapytał pokazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-Super.
Wyszliśmy z hali i udaliśmy się w kierunku mojego mieszkania, bo tam był park.  Piotrek opowiedział mi o tym jak wracał do ośrodka z plamą na spodniach i jak ludzie dziwnie na niego patrzyli. Muszę podziękować siostrze za to co dla mnie zrobiła. Dotarliśmy do celu naszej podróży – Sturbacks. Usiedliśmy przy jednym ze stolików stojących pod oknem. Szybko podeszła do nas kelnerka. Była młoda. Patrzyła na Piotrka takim wzrokiem jakby miała się za chwilę rozpłakać ze szczęścia. Myślałam, że za chwilę wybuchnie i zacznie krzyczeć, ale wytrzymała. Przyniosła nasze zamówienia, czyli tak jak wtedy late. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Pytał skąd się tu wzięłam. Nasze rozmowę przerwał telefon. Karolina zapomniała swoich kluczy z domu. Pytała gdzie jestem. Powiedziałam jej dokładnie. Po około 5 minutach stała już przed kawiarnią. Wzięłam do ręki klucze i wyszłam do niej i Pawła. Piotrek uśmiechnął się na jego widom. Cisnęłam w nią kluczami i powiedziałam.
-Tylko macie na mnie czekać, bo nie mam zamiaru spać na schodach. I spokój ma być-powiedziałam śmiejąc się.
-Na razie nie mamy żadnych planów, ale może się to zmienić.
-To niech lepiej się nie zmieniają. Ja wracam.
Szybko wróciłam do środka. Było mi trochę zimno. Napiłam się swojej kawy, która mnie trochę rozgrzała.
-Nie wiedziałem, że Zati tak dobrze dogaduje się z naszą panią doktor.
-No to już wiesz –powiedziałam uśmiechając się.
-Na pewno wiem jedno. Bardzo mi się podobasz- powiedział to i uśmiechnął się, a ja poczerwieniałam.
Nic nie odpowiedziałam i źle się z tym czułam, ale co miałam powiedzieć. On też bardzo mi się podobał. Siedzieliśmy tak do 19:30.
-Wiesz co Piotrek chyba trzeba się zbierać.
-Też tak myślę. To może jeszcze jakiś spacer? –zapytał.
-Okey.
Piotrek zapłacił i wyszliśmy na zewnątrz. Było chłodno. Siatkarz zdjął z siebie bluzę i nakrył nią mnie. Ruszyliśmy w kierunku parku. Chodziliśmy alejkami i rozmawialiśmy. Głównie to Piotrek mówił, ja tylko przytakiwałam, albo odpowiadałam pojedynczymi słówkami. W końcu doszliśmy do polanki, na której usiedliśmy. Wyjęłam z torby aparat i zaczęłam robić zdjęcia zachodzącemu słońcu. W końcu Piotrek zabrał mi lustrzankę, a ja położyłam się na trawie. Zaczął robić mi zdjęcia. Nie lubiłam tego. Po zrobieniu kilu odpuścił sobie. Położył się obok mnie unosząc aparat do góry i mówiąc
-Nasze pierwsze wspólne zdjęcia.
-Miejmy nadzieję, że nie ostatnie.
Zrobił zdjęcie i odłożył aparat do mojej torby. Usiadłam i bardziej otuliłam się bluzą. Środkowy usiadł za mną i przytulił mnie. Około 21 zaczęliśmy się zbierać. Odprowadził mnie pod klatkę.
-No to do zobaczenia –powiedział przerywając niezręczną ciszę.
-Tak. Do szybkiego zobaczenia.
Przytuli mnie i odszedł.
~*~
Dla tych, którzy marudzili jest dziś trochę dłuższy.
Czekam na wasze komentarz.


poniedziałek, 4 marca 2013

Epizod V



  -Teraz już wiem skąd go znałam.
  -Jak ty mogłaś go nie poznać.
  -Wiem sama sobie się dziwię. Ale on zachowywał się przy mnie tak normalnie. Muszę go jakoś przeprosić, bo to nie ja szłam przez miasto z mokrą plamą na kroczu.
  -Mam pomysł. Może pójdziesz do nich na trening. Zapytam doktora, czy mogłabyś przyjść.
Zadzwonił telefon. To był tata. Bardzo się ucieszyłam, ale jednocześnie bałam się tego co ma mi do przekazania.
  -Cześć słonko. Z Zuzą nie jest najlepiej. Jest źle. Obudziła się tylko na chwileczkę. Ma wstrząśnienie mózgu, kilka ran, złamaną rękę. A i jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa.
  -Jaka? -powiedziałam to prawie szeptem bo inaczej nie mogłam. Łzy tłumiły mi głos.
  -Córcia, nie wiesz kto mógł jej to zrobić? –zapytał tata, ale ja wiedziałam, że on i tak już zna odpowiedz i chciał się upewnić.
  -To ten Patryk. Ten sam co zrobił to Natalii. Dzwonił dziś do mnie i sam mi to powiedział.  Powiedział, że zapłacę za wszystko.
  -Nie bój się. Pojadę na policję i wszystko im powiem, a ty nie wychodź sama z domu.
  -Dobrze. Tato?
  -Tak córciu?
  -Uściskaj ode mnie mamę Zuzy.
  -Dobrze. Pa.
Byłam załamana. Jak Patryk mógł coś takiego zrobić. To była moja wina. Zuza nie musiała za mnie cierpieć. Gdybym wtedy wpuściła go do mieszkania, pewnie ja teraz byłabym na jej miejscu, ale nie mogłam tego przewidzieć. Nie mogę cofnąć czasu, a szkoda. Dość wrażeń jak na jeden dzień. Ale wiedziałam, że to dopiero początek wyczynów Patryka. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic po czym szybko położyłam się do łóżka. Nie minęło może nawet 5 minut a ja zasnęłam jak małe dziecko.
                                   ~*~*~*~* ~*~*~*~* ~*~*~*~*~
Kiedy się obudziłam Karoliny już nie było.  Na zegarku była 12:35. Powoli zwlekłam się z łóżka i udałam się do łazienki. Tam prysznic i toaleta poranna. Lekki makijaż, włosy w kok i wolnym krokiem ruszyłam do garderoby. Długo zastanawiałam się co na siebie założyć. Z racji tego, że za oknem świeciło słoneczko założyłam dżinsowe szorty, do tego zwiewną koszulę, a na nogi sandałki. Ruszyłam do kuchni. Tam zrobiłam obie szybkie i pożywne śniadanie, czyli musli i szklanka soku pomarańczowego. Po dłuższym zastanowieniu się co będę dziś robiła stwierdziłam, że pójdę zwiedzić okolicę. Szkoda było nie skorzystać z takiej pogody. Zjadłam szybko mój posiłek. Ruszyłam do łazienki i umyłam zęby. Z garderoby wzięłam dużą torbę, do której wrzuciłam telefon, portfel, okulary i moją kochaną lustrzankę. Obejrzałam się w lustrze, które wisiało w przedpokoju. Nawet nie wyglądałam tak źle. Moje brązowe proste włosy opadały mi na ramiona. Ruszyłam do drzwi. Wyszłam na klatkę i zamknęłam je za sobą, wrzucając klucze do torby. Zeszłam schodami na dół. Stałam chwilę przed klatką i zastanawiałam się gdzie mam iść. Ruszyłam w stronę, w którą już raz podążałam-Tesco. Wstąpiłam do Starbuck’sa. Gdy tylko otworzyłam drzwi przypomniała mi się historia z Piotrkiem. I znów ta myśl: jak ja mogłam go nie poznać? Przecież siostra obiecała zapytać, aby nie zapomniała napisałam jej przypominajkę ‘’Nie zapomnij zapytać ; ) ‘’. Podeszłam do lady i zamówiłam sobie late na wynos tak jak wtedy. Zapłaciłam i wyszłam. Gdy tylko zamknęłam drzwi usłyszałam dzwonek telefonu. To był tata.
-Cześć tato. Co u Zuzy? - szybko zapytałam, bardzo ciekawa stanu przyjaciółki.
-Cześć córuś. Obudziła się. Jest bardzo poobijana i ma gips na ręce. Okazała się, że ma kilka ran wewnętrznych. Będzie miała dziś operację. Jeśli wszystko będzie w porządku to za dwa do trzech tygodni wróci do domu.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę. Postaram się przyjechać, jak znajdę chwilę. Jutro idę na uczelnię złożyć resztę zaświadczeń i papierów.
-Nie przyjeżdżaj. Dajemy sobie radę. Zajmij się sobą. Muszę kończyć bo idzie lekarz. Odpoczywaj i uważaj na siebie.
-Będę. Pa tato.
Nie zdążyłam nawet zablokować telefonu, a on znów dzwonił. Tym razem Karolina. Może ma dla mnie jakieś dobre wieści.
-Siemka siostra. Mam chwilę więc szybko ci wszystko powiem.
-Okey- odpowiedziałam zdezorientowana.
-Rozmawiałam z doktorem i powiedział, że możesz przyjść na trening, byle byś nie przeszkadzała w jego prowadzeniu- mówiła to tak szybko, że ledwie ją zrozumiałam.
-No to fajnie. Nie mogę się doczekać.
-No nie tylko ty. A i jeszcze jedno, dziś ktoś u nas będzie na kolacji, więc zrób coś dobrego.Pa.
Szybko się rozłączyła, bo wiedziała, że zaraz zacznę się dopytywać. Schowałam telefon do torby. Nie miałam już ochoty na rozmowy. Ruszyłam w końcu przed siebie. Po około 10 minutach marszu doszłam do parku. Był bardzo duży. Małe dzieci biegały, śmiały się i bawiły. Zaczęłam robić zdjęcia drzewom, ptakom, fontannie,......, zakochanym parom. W drodze powrotnej do domu postanowiłam zrobić zakupy, bo przecież z czegoś musiałam ugotować kolację. Nie miałam na nic pomysłu. Wzięłam trochę krewetek. Do tego jakieś sosy, panierkę i takie tam pierdołki. No i oczywiście wino. Za bardzo nie wiedziałam jakie mam wziąć, ale przemiły pan, który też właśnie je wybierał doradził mi. Zapłaciłam i ruszyłam do domu obładowana siatkami. Około 18 kolacja była już gotowa. Zrobiłam kilka rodzajów krewetek, a do tego jakieś sosiki. Poszłam się przebrać. Nie wiedziałam, kto przyjdzie więc ubrałam szare rurki, a do tego białą bokserkę. Usiadłam na kanapie, włączyłam TV i czekałam na siostrę. Zadzwonił dzwonek. Poczułam dziwny skurcz w żołądku. Nie wiem czego się bałam. Może tego, że to będzie Patryk. Poszłam szybko do przedpokoju. Spojrzałam przez wizjer i ujrzałam moją siostrę. Ulżyło mi. Była w towarzystwie mężczyzny, którego bardzo dobrze znałam z widzenia. Oczywiście z meczy reprezentacji i nie tylko. Towarzyszem mojej siostry była Paweł Zatorski.
-Cześć siostra - Karolina powiedziała uradowana - to jest ten gość, o którym ci mówiłam...- nie skończyła powiedzieć bo jej kolega wszedł jej w słowa.
-Paweł jestem. Miło mi - i wyciągnął do mnie rękę.
-Magda. Nie musiałeś się przedstawiać. Znam cię z telewizji.
-No widać, że fanka siatkówki, nie to co siostra - zaczął się śmiać, a Karolina dźgnęła go palcem w żebra.
-Zapraszam do środka.
Karolina oprowadziła Zatiego po naszym mieszkaniu, a ja w tym czasie podałam kolację. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy spożywać posiłek. Karolinie i Pawłowi bardzo smakował, a mnie bardzo to cieszyło. Po kolacji poszliśmy do salonu. Usiadłam w fotelu,  a oni na kanapie. Włączyliśmy jakiś film .
-Magda kiedy chcesz iść ze mną do Spały? - zapytała w pewnym momencie Karolina.
-A kiedy mogę?
-Jutro. Tylko wiesz wczesna pobudka.
-Spoko.
-Co chcesz nas pooglądać w akcji na żywo? - zapytał Paweł.
-Musi przeprosić Pita.
-A za co? -zapytał bardzo ciekawy z uśmieszkiem na twarzy.
-Bo niechcący wylałam na niego kawę. -powiedziałam bardzo szybko, bo wkurzały mnie już te dokładne pytania.
-A to ty naszego Piotrusia kawą oblałaś- i wybuchli oboje śmiechem.
Poczułam, że robię się czerwona. Pożegnałam się z nimi i udałam się do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka. Włączyłam sobie laptopa, a tam zdjęcie jak ...
~*~
Dziś nawet tak trochę później niż zwykle, ale to dla tego, że jestem chora.
Komentujcie.
A że właśnie toczy się mecz Skry z Resovią, łapcie takie oto zdjęcie. 


piątek, 1 marca 2013

Epizod IV



  -Cześć Madziu! Spotkałem twoją siostrę przed klatką. Powiedziała mi, że jesteś sama w domu.
  -Wynoś się stąd.
Szybko zamknęłam drzwi i pobiegłam po telefon. Próbowałam dodzwonić się do Karoliny, ale ona nie odbierała. Zza drzwi dochodziły wrzaski. Patryk krzyczał, że mnie zabiję, że zapłacę za to co zrobiłam. Bardzo się bałam. Wiedziałam, że tak łatwo nie odpuści. Znałam go bardzo dobrze i zdążyłam się przekonać do czego jest zdolny. Bardzo się bałam. Usiadłam na kanapie, Schowałam twarz w kolana i zaczęłam płakać. Po jakiś 15 minutach krzyki ustały, ale ja dalej płakałam. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Przebudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Szybko podniosłam się z kanapy. Wzięłam do ręki wazon który stał na stoliku obok i powoli szłam w stronę przedpokoju. Serce waliło mi jak oszalałe. Z przedpokoju wyszła Karolina. Widząc mnie z wazonem zrobiła dziwną minę. Do oczu napłynęły mi łzy. Szybko do mnie podbiegła i przytuliła mnie. Nadal bardzo się bałam.
  -Co się stało?- zapytała zmartwiona siostra.
  -Był tu Patryk Skąd on wiedział, że tu mieszkamy?
  -Spotkałam go w drodze do Spały. Byłam bardzo zdziwiona jego widokiem. Wypytywał mnie o ciebie.
  -Dziś jest  1 lipca. Kilka dni temu wypuścili go z więzienia.
  -Siostra przepraszam. W ogóle o tym nie pomyślałam. Podałam mu nasz adres. Zapomniałam o tym co się stało wtedy na dyskotece.
  -Ja raczej nigdy nie zapomnę. Ciągle mam tę scenę przed oczami. Gdybym poszła szukać Natalii trochę wcześniej na pewno teraz by żyła- po tych słowach, znów zaczęłam płakać jak małe bezbronne dziecko.
  -Już dobrze. Już więcej go nie zobaczysz. Obiecuję ci to.
  -Nie składaj obietnic, których nie jesteś w stanie dotrzymać.
  -Przecież ma zakaz zbliżania się do ciebie.
  -Ale ty wiesz jaki on jest. Boję się go.
  -Nie masz czego. Jeśli zbliży się do ciebie to zadzwonimy na policję. A teraz idź do siebie, a ja zrobię coś do jedzenia.
Poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się na łóżku. W głowie miałam cały czas słowa Patryka, że ,,zapłacę za to co zrobiłam”. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek telefonu. Zawołałam siostrę i odebrałam.
  -Już nie zobaczysz swojej koleżanki.
  -Co zrobiłeś Zuzie?
  -To samo co Natalii, tylko teraz z pomocą kolegi.
  -Tyy…- nie mogłam nic powiedzieć.
Karolina zabrała mi telefon i rozłączyła się.
  -Daj mi telefon, muszę zadzwonić do niej, on nie mógł jej nic zrobić.
Próbowałam dodzwonić się do przyjaciółki, ale cały czas włączała się poczta głosowa. W końcu postanowiłam zadzwonić do jej mamy. Odebrała po pierwszym sygnale.
  -Dobry wieczór, czemu Zuza nie odbiera telefonu.
  -Zuza leży w bardzo ciężkim stanie w szpitalu- mówiła przez łzy.
  -Za 5 godzin będę w Sochaczewie. W którym jest szpitalu?
  -Madziu nie przyjeżdżaj. Damy sobie tutaj radę. Jeśli dowiem się czegoś to zadzwonię.
  -To ja powiadomię tatę. Powiem a pani teraz być sama.
  -Dziękuję ci Madziu. Do usłyszenia.
Szybko się rozłączyłam i wybrałam numer taty. Po kilku sygnałach odebrał. Opowiedziałam mu o Patryku i Zuzi. Powiedział, że jak najszybciej pojedzie do szpitala i będzie mnie informował na bieżąco o stanie mojej przyjaciółki. Karolina wzięła mnie do kuchni i próbowała wmusić we mnie przynajmniej trochę kolacji.
  -Mała nie wiem czy to odpowiedni moment, ale muszę ci do opowiedzieć.
  -No spoko, dawaj.
  -Jak byłam na praktykach i siedziałam na hali, usłyszałam przypadkiem rozmowę siatkarzy. Jeden z nich opowiadał jakąś historię. Mówił, że był wczoraj w Sturback’sie i wpadł na jakąś dziewczynę, a ta oblała go kawą- opowiadała podekscytowana, a ja myślałam co mam z tym wspólnego. W końcu uświadomiłam sobie, że chodziło o mnie.
  -A jak on się nazywa?
  -Piotrek. Piotrek…Nowakowski.
~*~
Jeden ze słabszych rozdziałów moim zdaniem, ale sami oceńcie w komentarzach :D:D